The Prudential Center Observatory to jedna z najwyższych obserwatoriów na świecie. Znajduje się na 50 piętrze budynku Prudential Center i z niego można podziwiać niezapomniane widoki na Boston z wysokości 228 metrów. 10. USS Constitution Museum. Muzeum USS Constitution to jedno z najważniejszych miejsc, które warto zobaczyć w Bostonie. Znajdziesz w nim drewniane gotyckie kościółki, monumentalną katedrę, stare cmentarze, wyjątkowe muzea, zabytkowe budowle oraz rynek, uważany za perłę polskiego renesansu. Co warto zobaczyć i zwiedzić w Tarnowie? Poznaj 15 atrakcji, dla których warto tu przyjechać. Zwiedzanie kraju zdecydowanie ułatwia niewielka powierzchnia – wszędzie jest blisko, w czasie krótkiego wyjazdu zwiedzić można większość z top atrakcji w kraju i stolicy. A jest co zwiedzać! Bo choć stolica Luksemburga jest bardzo biznesowa, nie brakuje tu przepięknych widoków, fotogenicznych budynków, czy miejsc dla koneserów Będąc w Toruniu warto zwiedzić Obserwatorium Astronomiczne i Planetarium oraz skusić się na pyszne toruńskie pierniki. Zakopane – zimowa stolica Polski. Zakopane zachwyca malowniczymi krajobrazami oraz bogatą ofertą rekreacji. To miejsce, które przypadnie do gustu miłośnikom aktywnego wypoczynku, ale nie tylko. POGODA W Bukareszcie w MARCU. W marcu jest lepiej. Chociaż śniegu już nie jest tak dużo, pada dużo i jest jeszcze zimno. Może się zdarzyć, że temperatura będzie mieścić się w przedziale od 0 stopni C do 10, a nawet więcej. W każdym razie możesz zobaczyć kwitnące drzewa. POGODA W Bukareszcie w MARCU POGODA W Bukareszcie w KWIETNIU Ambasada RP w Bukareszcie: +40 21 30 82 200; Pogotowie ratunkowe: 112; Policja: 112 ; Straż pożarna: 112; Numer alarmowy: 112; Co warto zwiedzić w Rumunii? Kiedy już odpowiedni przygotujecie się pod kątem prawnym, organizacyjnym i bezpieczeństwa – czas na tę przyjemniejszą część podróży. . Jednym z popularniejszych muzeów usytuowanych w mieście, jest Curtea Veche. Zabudowania składające się na przestrzeń ekspozycyjną, pierwotnie stanowiły siedzibę książąt jednego z obszarów Rumunii, zwanego Wołoszczyzną. Rodzimą nazwę można tłumaczyć jako Stary Dwór. Powstał on w XV wieku, gdy zarządcą tych ziem był Wlad Palownik. W późniejszych wiekach siedziba podlegała również przebudowom i różnym modernizacjom, by wreszcie w XVIII wieku powstał nowy dwór służący tamtejszym władcom. Stary Dwór również zdołał się jednak zachować. Curtea Veche znajduje się w dzielnicy Lipscania. Istotnym elementem planu miasta jest Katedra Patriarchalna. Powstawała ona w latach 1656-1658. Jest to jedna z najważniejszych świątyń dla wszystkich chrześcijan obrządku prawosławnego zamieszkujących ten południowoeuropejski kraj. Wewnątrz katedry znajdują się między innymi relikwie świętego Demetriusza Nowego. Jest to patron Bukaresztu. Katedra Patriarchalna to także miejsce o dużym znaczeniu kulturalnym. Doskonałym tego przykładem mogą być piękne mozaiki na zewnętrznych ścianach świątyni, czy freski, którymi zdobione jest jej wnętrze. Dość znanym miejscem Bukaresztu jest Łuk Triumfalny. Trzeba jednak zaznaczyć, że obecny łuk znajdujący się w rumuńskiej stolicy, to już trzecia budowla tego typu. Pierwszy – wykonany z drewna – powstał w 1878 roku. Miał on upamiętniać fakt odzyskania suwerenności przez Rumunię. Drugi powstał w 1922 i po trzynastu latach został zburzony. Łuk, który możemy podziwiać aż do dziś, zbudowano w 1936 roku. Nie bez przyczyny łuk wzorowano na chyba najsłynniejszej budowli tego typu, znajdującej się w Paryżu. Podobieństwo miało podkreślać wagę przyjaźni między narodami Francji oraz Rumunii. Budapesztański łuk triumfalny wznosi się na wysokość dwudziestu siedmiu metrów. Rzeźby na jego konstrukcji zaprojektowali urodzeni w Rumunii artyści rzeźbiarze. Podziwiając ten i inne zabytki Bukaresztu z pewnością zatrzymamy się także na chwilę, by spróbować lokalnej kuchni. By zabezpieczyć się przed ewentualnymi problemami z płatnością, warto sięgnąć po opcję kantoru online. Pozwoli to bez zbędnego wychodzenia z domu, wymienić potrzebną nam kwotę jeszcze przed wyjazdem. Wystarczy tylko wybrać walutę i sumę, jaka będzie nam potrzebna w trakcie wyjazdu. Po uzupełnieniu danych wysyłki, całość kończy się opłaceniem transakcji. Transakcja zajmie co najwyżej kilka minut, a zaoszczędzony czas można poświęcić na przykład na planowanie podróży kolejnych podróży. Gotówka może być dostarczona do domu, ale też do wybranego punktu odbioru. Może nim być pobliski sklep sieci Żabka lub kiosk Ruchu. Ostatnią opcją jest odbiór gotówki w naszym punkcie wymiany walut– kantor Tavex Katowice, gdzie posiadamy ponad 60 walut z całego świata, dostępnych od ręki. Jaki wątek jest w Bukareszcie wyjątkowo bogaty, różnorodny, ciekawy i często zaskakuje? Oczywiście modernizm, głównie modernizm socjalistyczny. Pojechałem do Bukaresztu żeby oglądać bloki, fabryki, hale i inne ogromne betonowe konstrukcje. Wyjazd do Bukaresztu takim tropem jest czymś tak naturalnym jak podróż do Zamościa dla zachwytów nad renesansowymi kamienicami. Jak można zachwycać się betonem? Przecież to ohydne.. Jakby z przyjemnością całować żabę – ktoś dorzuci. Wciąż jest to najczęściej spotykana reakcja kiedy próbuję kogoś przekonać do jakiegoś budynku w stylu modernizmu socjalistycznego. Spis treści1 Modernistyczny Bukareszt2 Dom Wolnej Prasy3 Hala główna / Pawilon Romexpo4 Opusczony bar / Pawilon Romexpo5 Liceum Dimitrie Paciulea6 Rektorat Politechniki Bukaresztańskiej7 Blocul Rotund8 Tehnoimport9 Hotel InterContinental10 Cyrk miejski11 Pantelimon12 Dlaczego beton, dlaczego modernizm socjalistyczny?13 Daj mu szansę Modernistyczny Bukareszt Można, ponieważ budowle, które powstały w czasach komunizmu też mają swój kanon, mogą być bardziej i mniej udane. Wreszcie, można się nimi zachwycać tak samo, jak budowlami każdego innego stylu. Ale rozumiem, że tu jest trudniej ponieważ reprezentują epokę, z którą niewielu z nas chciałby mieć cokolwiek wspólnego. W Bukareszcie pomiędzy zwykłymi blokami, które nie wzbudzają najczęściej zbyt pozytywnych emocji kryje się wiele betonowych budynków, których odkrywanie budzi emocje i które są ważnym elementem tożsamości miasta. Modernizm – ogólne określenie prądów w architekturze światowej rozwijających się w latach ok. 1918–1975, zakładających całkowite odejście nie tylko od stylów historycznych, ale również od wszelkiej stylizacji. Socrealizm – obowiązywał w sztuce ZSRR od początku lat trzydziestych XX wieku, do lat osiemdziesiątych. Po zakończeniu II wojny światowej został narzucony we wszystkich państwach bloku wschodniego. Naczelną ideą socrealizmu było ideowe zaangażowanie sztuki w „walkę o socjalizm”. Jeżeli jedziecie do Bukaresztu i zależy Wam na tym żeby poczuć jakie to miasto jest naprawdę po prostu musicie zobaczyć przynajmniej część miejsc z tej niezbyt długiej listy. Dom Wolnej Prasy Na początek budynek, który pozwoli wejść w temat lekko. Dom Wolnej Prasy budzi skojarzenia z Pałacem Kultury i Nauki, więc może wydać się czymś znajomym. Bukaresztański Dom Wolnej Prasy (Casa Presei Libere) przez 50 lat był najwyższym budynkiem rumuńskiej stolicy. Mierzy 104 m. Początkowo nazywał się Casa Scinteii (Pałac Iskry – od komunistycznego dziennika) i był siedzibą wszystkich redakcji propagandowych wydawnictw reżimu. Po rewolucji budynek dalej użytkowali dziennikarze i redaktorzy, tyle że ci z nowej politycznej fali, stąd też nazwę budynku przemianowano na Casa Presei Libere, czyli Dom Wolnej Prasy. Niestety nie można go obejrzeć w środku. Mnie udało się zajrzeć tylko do bocznych pawilonów. Adres: Piața Presei Libere 1 Hala główna / Pawilon Romexpo Skoro już jesteśmy w północnej części miasta pokręćmy się po okolicy. Jest tu kilka naprawdę znakomitych obiektów. Pomiędzy dwoma szklanymi wieżowcami stojącymi przy Piata Presei Libere widać w oddali kosmiczny talerz. To Romexpo. Potężna hala wystawiennicza z 1962, w której do dziś odbywają się targi i inne wydarzenia. Do hali można dojść przechodząc przez olbrzymi, pusty plac, co sprawia wrażenie samotnego zmierzania na spotkanie z przedstawicielami nieznanej cywilizacji. Podczas pobytu w Bukareszcie sprawdźcie, czy akurat nie ma czegoś w Romexpo. Myślę, że koncert albo wydarzenie sportowe w takiej hali może być bardzo ciekawym przeżyciem. Kalendarz wydarzeń tutaj. Adres: 65-67 Mărăști Boulevard Opusczony bar / Pawilon Romexpo Zaraz obok, hali, po drodze do następnego punktu z listy, będziecie mijać opuszczony budynek baru. Chociaż pewnie w pierwszej kolejności nie zwrócicie uwagi na bar, tylko dwie betonowe fale z pozostałościami niebieskiej farby. Czyli wiaty będące częścią baru. Pomysł naprawdę nietuzinkowy. Mimo, że jest to obiekt kompletnie schowany, z dala od jakiegokolwiek miejskiego szlaku turystycznego i właściwie mało istotny, bo to przecież od dawna nie działający bar przy hali wystawienniczej, to te betonowe kształty mają w sobie dużo, dużo uroku i czegoś takiego… czegoś takiego niepowtarzalnego. Adres: Adres: 65-67 Mărăști Boulevard Liceum Dimitrie Paciulea Kilkaset metrów na północ od hali doszedłem do kolejnego ciekawego modernistycznego obiektu. Kompleks budynków powstał na potrzeby związku artystów, którzy mieli tutaj tworzyć, wystawiać i przechowywać swoje prace. Najbardziej charakterystycznym elementem kompleksu jest fasada jednego budynków od ulicy Băiculești z geometrycznymi wklęsłościami i wypukłościami. Tak właśnie modernizm socjalistyczny nawiązuje do sztuki. Teraz kompleks pełni rolę liceum plastycznego. Wejdźcie sobie w niego głębiej. Za pierwszym budynkiem są hale, w których czekają wystawy uczniów i absolwentów szkoły. Pawilony wystawowe mają różne godziny otwarcia, dlatego najlepiej zajrzeć tu o 14-15. Adres: Strada Băiculești 29 Rektorat Politechniki Bukaresztańskiej Nie ma to jak zapuścić się na kampus akademicki w nowym mieście i od razu trafić na coś takiego. Budynek rektoratu stołecznej politechniki można porównać do pudełka zapałek obramowanego kratkami i przykrytego garnkową przykrywką. Budowę ukończono w 1971 roku. To najbardziej znamienity przykład bukaresztańskiego brutalizmu, czyli bardzo surowej odmiany modernizmu. Koniecznie wejdźcie do środka, najlepiej po zakończeniu zajęć. Na ostatnim piętrze możecie wejść na taras i obejrzeć stamtąd zachód słońca. Adres: Splaiul Independenței 313 Blocul Rotund Miejsce z kategorii kochasz, albo nienawidzisz. Zakładam jednak, że dla każdego miłośnika modernizmu socjalistycznego to będzie jeden z głównych punktów do zobaczenia w Bukareszcie. Olbrzymi blok jest symbolem wojskowego osiedla, które zostało zbudowane w latach 70. Można powiedzieć, że łukowata fasada bloczyska jest bramą do jednego z największych osiedli mieszkaniowych Bukaresztu. Myślę, że jego fenomen polega nie tylko na rozmiarze, ale także na niestandardowym jak na socrealistyczne osiedle kształcie. W środkowej części blok liczy 18 pięter. Boczne mają 14 kondygnacji. No i ta wygięta fasada… Blocul Rotund, zwany także Blocul Sârbesc powstał w 1977. Z wizytą trafiłem akurat na pierwszą w historii renowację. Adres: Strada Lujerului 5 Tehnoimport Spektakularnym reprezentantem modernizmu jest pełniąca dziś mieszkalną funkcję wieża udostępniona do użytku w 1935 roku. Budynek ze względu na swoją nowatorską jak na tamten czas formę szybko zyskał sporą rozpoznawalność. Ten niepowtarzalny kąsek zafundowało Bukaresztowi Towarzystwo Ubezpieczeniowe „Adriatica”, lecz obecnie budynek kojarzony jest jako Tehnoimport building. Jedyny przedwojenny obiekt w tym zestawieniu. Zaprojektowany przez Harry’ego Sterna uważanego za jednego z najważniejszych rumuńskich architektów w dziejach. A czym jest Tehnoimport? To państwowa spółka handlu zagranicznego Socjalistycznej Republiki Rumunii. Funkcję mieszkaniową nadano mu w 1985 roku. Adres: Strada Doamnei 5 Hotel InterContinental Pierwszy rumuński drapacz chmur. Ukończony w 1971. Pokoje hotelowe zostały zaprojektowane w ten sposób, że z każdego z nich rozpościera się panorama miasta. Wciąż pozostaje najwyższym hotelem w Rumunii. Adres: Bulevardul Nicolae Bălcescu 4 Cyrk miejski Budynek kształtem przypomina wędrowny cyrk. I dobrze, bo taki był właśnie zamysł tworzącego go zespołu architektów. Cieszy oko od 1960. Do Circulula można wpaść na przedstawienie. Ja minąłem się o parę godzin z „Alicją w Krainie Czarów”. Nie trudno domyślić się, że scena ma kształt cyrkowej areny. Widzowie siedzą więc dookoła przestrzeni, na której pojawiają się aktorzy. Mają stronę internetową po polsku a bilety można kupić już za 40 RON. Szklano-betonowo-blaszana hala stoi na skraju parku rekreacyjnego Circului. Adres: Aleea Circului 15 Pantelimon Wciąż mało betonu? Pora zajrzeć na Pentelimon. Największe rumuńskie blokowisko. Pantelimon, od św. Pantelejmona. Pierwsze blokowiska na Pantelimonie powstały w 1974 roku. Najprościej dojedziecie tu linią metra M1 – ostatnia stacja metra to Pantelimon. Choć ja polecam wysiąść trochę wcześniej, na Costin Georgian. Stąd bardzo blisko do wieży ciśnień. Jeśli uda Wam się wejść na górę zobaczycie niezwykły mural przedstawiający babcie szyjącą bloki. Mural jest namalowany na dachu budynku obok. Specyficznym miejscem w okolicy, choć zniszczonym przez późniejszą modernizacje, jest hala targowa przy Piata Delfinului. Rozpoznacie ją po miedzianym dachu-pokrywce. Hala to przykład „hunger circus”, czyli owalnych budowli, przypominających kształtem cyrk, które wg. planu Caucescu miały stać się ówczesnymi hipermarketami. Koncepcji nie udało się zrealizować i ukończono budowę tylko dwóch „hunger circusów”. Drugi również znajdziecie w Bukareszcie, w okolicy Piata Unirii. Pantelimon to także miejsce narodzin rumuńskiego hip-hopu. Zachęcam żeby zainteresować się historią zespołu Mafia i spojrzeć na osiedle z perspektywy ulicznej kultury. W odległości spaceru od wspomnianych miejsc możecie zobaczyć też stadion narodowy Rumunii, czyli Arena Nationala. Najlepiej oglądać go z parkingu na dachu centrum handlowego Mega Mall. Gdyby wciąż wrażeń z Pantelimonu było mało na deser zostawcie sobie przejażdżkę tramwajem nr 14. Jego trasa wiedzie przez najbardziej charakterystyczne rewiry osiedla, gdzie doświadczycie blokowego charakteru dzielnicy w pełnej krasie. Dlaczego beton, dlaczego modernizm socjalistyczny? Oprócz tego, że konstrukcje same w sobie są ciekawe podążając tropem modernizmu w takim na przykład Bukareszcie, dostajemy coś jeszcze extra. Zabytki modernizmu socjalistycznego są najczęściej umiejscowione na osiedlach mieszkalnych, dzielnicach przemysłowych – poza centrum. Stawiając je sobie za cel wchodzimy w zupełnie inną przestrzeń miejską, niż ta, którą głównie serwuje się turystom – czyli centrum/Stare Miasto. Jeżdżąc od bloku do hali, od hali do fabryki, od fabryki do wieżowca poznajecie mimochodem części miasta, które nawet nie mają aspiracji być turystycznymi. I to jest również super ciekawe. Daj mu szansę Zachęcam spróbować ugryźć Bukareszt w taki sposób. Modernizm socjalistyczny to jeden z głównych walorów miasta. Pominąć wątek socrealizmu w Bukareszcie to jak pójść do kina w okularach przeciwsłonecznych. Bukareszt, będący stolicą Rumunii, ma dla przybyszy wiele do zaoferowania – nie tylko pod względem urzekających widoków i wyjątkowej atmosfery, ale też wprost niezliczonej ilości atrakcji. Zabytki, atrakcje przyrodnicze, muzea w wiele innych miejsc wartych odwiedzenia – wszystko to sprawia, że w mieście tym nie sposób się nudzić. Wybierając się w podróż do Bukaresztu, bez względu na charakter i długość pobytu, przygotowania warto rozpocząć od opracowania dobrego planu zwiedzania. Wówczas – mając do dyspozycji zaledwie dzień lub dwa – bez przeszkód można nacieszyć się klimatem tego miejsca i zobaczyć to, co najważniejsze. Od czego rozpocząć swoją przygodę w stolicy Rumunii? Śpieszymy z podpowiedzią! Podróż po Bukareszcie Ze względu na fakt, że zdecydowana większość najważniejszych atrakcji miasta skupiona jest w jego centrum, zwiedzanie Bukaresztu nie jest zadaniem ani zbyt trudnym, ani męczącym. Wymaga natomiast poświęcenia odrobiny uwagi, ponieważ – ze względu na charakterystyczną zabudowę miasta – wiele prawdziwych „perełek” architektonicznych pozostaje niewidocznych, ukrytych gdzieś głęboko za nie zawsze ciekawą, nieco komunistyczną zabudową. Warto więc zadać sobie nieco trudu i odpowiednio wcześniej przygotować listę miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć, będąc w Bukareszcie. Jednym z takich miejsc jest Pałac Królewski. Początki budowli sięgają aż do 1815 roku. Przez lata pałac był wielokrotnie rozbudowywany. Przez długi czas pełnił dla rodziny królewskiej funkcję zimowej rezydencji. Niestety w wyniku wybuchu pożaru pałac został kompletnie zniszczony. Z pierwotnej zabudowy zachowały się wyłącznie marmurowe schody, resztę budowli odbudowano. Aktualnie w budynku mieści się Narodowe Muzeum Sztuki, w którym można podziwiać zarówno współczesne dzieła, jak i te pochodzące z okresu średniowiecza. Wśród nich nie zabrakło prac takich mistrzów jak Rubens, Rembrandt, Renoir, czy Picasso. Muzeum dysponuje też imponującą kolekcją rumuńskiej eksponatów należących do rodziny królewskiej. Kolejnym na liście obowiązkowych do zobaczenia zabytków jest Pałac Parlamentarny wraz z prowadzącą do niego niezwykłą ulicą porównywaną do paryskich pól Elizejskich – Boulevardul Unirii, którą ozdabiają efektowne fontanny i rozstawione obok nich ławeczki. Sam pałac jest niezwykle okazały. Uważa się go za jeden z największych obiektów cywilnych na świecie. Znajduje się w nim aż 1100 pomieszczeń. Na uwagę zasługuje nie tylko wielkość pałacu, ale jego wyposażenie, w którym przepych odgrywa znaczącą rolę. Poza mnóstwem marmuru, kryształu, brązu i stali, do wykończenia pomieszczeń użyto również jedwabiu, którym zostały wyłożone ściany jednej z sal. Aranżację wieńczy wykonany w całości z kryształu i ważący ponad dwie tony żyrandol. Pałac robi naprawdę niesamowite wrażenie. Przebywając w Bukareszcie, swoje kroki warto skierować do Katedry Patriarchalnej, czyli głównej Świątyni Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. To piękna pod względem architektonicznym budowla, a także jedno z najważniejszych dla mieszkańców miasta miejsc kultu religijnego. To właśnie w niej został wydrukowany pierwszy egzemplarz Biblii w języku rumuńskim i to w niej znajdują się relikwie św. Demetriusza Nowego, patrona Bukaresztu. Następnie warto wybrać się na spacer aleją Calea Victorei, otoczoną przepięknymi gmachami, kamienicami i budowlami. Jedną z bardziej wyróżniających się jest Palatul CEC z absolutnie wyjątkową fasadą i przeszkloną kopułą, uznawaną za najbardziej charakterystyczny symbol miasta. Tuż obok alei znajduje się jedna z najpiękniejszych ulic Starego Miasta – deptak Strada Lipscani. Spacerując nim można poczuć prawdziwy klimat stolicy Rumunii. Wzdłuż niego rozciągają się liczne sklepy, kawiarnie i restauracje, które zachęcają do odpoczynku i nacieszenia się tą wyjątkową atmosferą. Szczególne wrażenie sprawiają przeszklone pasaże handlowe, wypełnione luksusowymi butikami znanych światowych marek. Kolejnym miejscem godnym uwagi i idealnym na spacer z całą rodziną jest Park Herastrau, zwany Parkiem Karola. To absolutnie wyjątkowe miejsce. Na terenie parku znajduje się mauzoleum, w którym spoczywają najbardziej zasłużeni węgierscy przywódcy, Grób Nieznanego Żołnierza, a także Muzeum Wsi z licznymi eksponatami, takimi jak między innymi dawne cerkwie, kaplice, budynki gospodarcze oraz zakłady rzemieślnicze. Park Karola to idealna propozycja na wspólne spędzenie czasu z najmłodszymi, którzy będą mieli okazję zapoznać się z historią i kulturą kraju. Podczas pobytu w Bukareszcie warto zobaczyć cerkiew Creţulescu, kompleks Curtea Vecie (inaczej Stary Dwór), Hanul Manuc, czyli pałac przeznaczony niegdyś dla karawan kupieckich, w którym kupcy wymieniali się dobrami, gdzie dobijano targów, a także wymieniano się informacjami pochodzącymi z całego świata. Po trudach zwiedzania koniecznie trzeba zadbać o chwilę wypoczynku i znaleźć miejsce, w którym będzie można zregenerować siły. Sieć hoteli ibis, zlokalizowanych w różnych częściach miasta, to doskonały pomysł na tani nocleg w dogodnych warunkach. Hotele ibis gwarantują świetną lokalizację, która umożliwia łatwe i bezproblemowe odkrywanie uroków Bukaresztu, komfortowe warunki odpoczynku i przyjazną atmosferę. Oferta hoteli ibis skierowana jest do osób, które odwiedzają stolicę Rumunii zarówno prywatnie, jak i służbowo. Bez względu na długość pobytu, nocleg w jednym z hoteli ibis pozytywnie wpływa na jakość podróży, sprawiając tym samym, że każdy gość swoją uwagę może w pełni skoncentrować wyłącznie na odkrywaniu uroków Bukaresztu, nie martwiąc się o żaden inny aspekt podróży. Polecamy Nie oszukujmy się – przyjechaliście tutaj po to, żeby na własne oczy zobaczyć ten olbrzymi pałac-szkaradę, zbudowany przez Nicolae Ceaușescu. Jeśli jednak chcecie oswoić stolicę Rumunii zapamiętajcie naszą radę – do zwiedzania tego kolosa weźcie się w ostatnim możliwym momencie. Bukareszt był kolejnym przystankiem na trasie naszej wycieczki po Rumunii. O tym, gdzie byliśmy i co warto zobaczyć w tym kraju możecie przeczytać TUTAJ. Jednym z ciekawszych miejsc na trasie był Wesoły Cmentarz w Sapancie. Rumunię polecamy każdemu i zapewniamy, że po tygodniu pobytu w tym kraju wyzbędziecie się wszystkich krzywdzących stereotypów, jakie możecie mieć na temat tego kraju. Było pięknie, a potem wjechaliśmy do Bukaresztu (nie mylić z Budapesztem). Nie no, żartujemy. W Bukareszcie też było fajnie. Kiedy miejscowi dowiedzą się, że jesteś turystą, najczęściej powtarzanym przez nich, a zrozumiałym przez ciebie wyrazem, będzie Pentagon. Tak, chyba każdy mieszkaniec Bukaresztu wyrecytuje ci tę obowiązkową formułkę, że Pałac Parlamentu to największy budynek w Europie i drugi największy budynek na świecie, właśnie po Pentagonie. Być może usłyszysz też, że budynek powstał w rekordowym tempie 5 lat (choć do dzisiaj nie został ukończony) – w tym czasie zespół 200 architektów i 30 tys. robotników pracowało na placu budowy non-stop 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. I jeszcze jedna obowiązkowa ciekawostka, którą na pewno usłyszysz – pałac został w całości wykonany z budulca i elementów pochodzących z Rumunii. Bo Rumuni to dumny naród, więc z braku laku pałac to ich powód do dumy. Choć ich przywiązanie do kolosa jest dość problematyczne – w niedawnym głosowaniu na najpiękniejszy budynek Bukaresztu wygrał właśnie budynek parlamentu. Jednak z drugiej strony zwyciężył on także w konkursie na budynek najbardziej szkaradny. Turysta z Ameryki może i mógłby to przełknąć – oni kupują jako suweniry nawet puste puszki po konserwach z nalepkami „Zapach komunizmu”. Naprawdę, widzieliśmy na własne oczy w Sobor Parku w Budapeszcie. Ale jako turysta z Polski, który sam posiada taki koszmarek w samym centrum swojego miasta, masz wątpliwości. Pozytywne jednak jest to, że parlament nie dominuje nad miastem. Gdyby tak było, pierwsze wrażenie byłoby… …jeszcze gorsze niż to, które zastaniesz Bo jeśli do Bukaresztu przyjedziesz autem, pierwszą rzeczą, jaką zastaniesz będzie ogromny korek. My rogatki stolicy przekroczyliśmy we wtorek tuż po godz. 19. Metodą dedukcji stwierdziliśmy więc, że do naszego hotelu pojedziemy przez centrum, bo jest znacznie bliżej niż bukaresztańskim ringiem (potem okazało się, że korek spotkałby nas także i tam). I początkowo jechało się rzeczywiście płynnie, jednak im bliżej centrum liczba aut rosła coraz mocniej, tak że w pewnym momencie zwyczajnie stanęliśmy w miejscu. Chcąc nie chcąc była to okazja do pierwszego przyjrzenia się miastu. Skojarzenia? Ogromne skwery z wysokimi socrealistycznymi kamienicami, szerokie pięcio-sześciopasmowe arterie przechodzące w gigantyczne ronda i niezliczona masa aut. A do tego fatalne oznakowanie, dzięki czemu bardzo łatwo się zgubić. „Paryż Wschodu? Zwariowali…” – myślisz sobie, stojąc w tym korku. Bo czasu na przemyślenia masz dużo, przypominasz więc sobie frazę z przewodnika. Fakt, Bukareszt ma swój Łuk Triumfalny i swoje Pola Elizejskie, czyli Bulevardul Unirii, ale na tym podobieństwa się kończą. Swoją drogą, Ceaucescu jak każdy komunistyczny watażka z manią wielkości był niezłym cwaniakiem. Przy projektowaniu ogromnych bulwarów prowadzących do pałacu parlamentu zarządził, że mają one być w sumie o 1 metr szersze i 6 metrów dłuższe niż paryskie Pola Elizejskie. Najlepiej zwiedzać taksówką, ale trzeba uważać A potem jedziesz do hotelu, masz wieczorny relaks, z samego rana jesz pyszne śniadanie i ruszasz na zwiedzanie miasta. I tu nasza pierwsza bardzo ważna rada dotycząca poruszania się po mieście: jeśli nie musisz, nie pchaj się do ścisłego centrum autem. Raz, że z parkingami krucho, dwa – nawet jeśli jakimś cudem znajdziesz miejsce, to zaraz podleci do ciebie jakiś dziad borowy z propozycją „popilnowania autka, panie kierowniku”. I po co ci te stresy? Tym bardziej, że Bukareszt ma całkiem niezłą komunikację publiczną – aż 4 linie metra (pojedynczy bilet kosztuje ok. 2 lei). A jak już jesteśmy przy metrze, jeszcze jedna ciekawostka o Ceaucescu. Otóż był on tak złośliwym sukinsynem, że zbudował linie metra przecinające cały Bukareszt. Cały? No oczywiście, z wyjątkiem osiedli zamieszkanych przez intelektualistów, których jako przywódca klasy robotniczej wybitnie nie znosił. Słońce Karpat zapewne uznało, że inteligent nie tylko głodny, jest bardziej płodny, ale też dla zdrowia może burżuazyjnie poruszać się o własnych nogach zamiast korzystać z robotniczego metra. Ale że był dobry pan, bo przecież mógł zabić – dał rumuńskim okularnikom okazję do odkupienia win – wszyscy zwolnieni pracownicy uniwersytetów i akademii nauk pracowali fizycznie przy budowie słynnego pałacu. Ale wracając – jeśli będziecie zwiedzać Bukareszt większą grupą, lepszym rozwiązaniem może okazać się taksówka, która jest bardzo tania. Większość korporacji w Bukareszcie liczy sobie 1,39 lei za kilometr (kurs lei w stosunku do złotego to prawie 1:1). Ale uwaga: najlepiej zamówić taksówkę przez telefon albo np. poprosić o zamówienie jej w hotelu. Czemu? Bo jak spróbujesz na postoju, to taksówkarz najpewniej zacznie z tobą negocjować cenę, za którą dowiezie cię na miejsce. Zwykle będzie to minimum 3 razy wyższa kwota niż ta, którą zapłaciłbyś, gdyby włączył licznik. Cząstka Paryża Zwiedzanie zaczynamy w sercu Bukaresztu, czyli na placu Unirii. I uciekamy stąd jak najszybciej, bo tu zwyczajnie nie ma co oglądać (wyłączając olbrzymią wyrwę w asfalcie, na której prawie nie straciliśmy koła, a podobno od czasu do czasu ktoś się zagapia i rozrywka gotowa). Ogromny skwer otoczony podniszczonymi budynkami, z wybijającym się na pierwszy plan wielkim domem towarowym przypominającym warszawskie Domy Centrum, ale tak sprzed 20 lat. Unirii to jednak najlepsze miejsce do wejścia na starówkę – najlepiej od strony Strada Franceza na północnej pierzei, którą wchodzimy w labirynt wąskich, pięknie odnowionych uliczek. Już na samym początku widzimy ruiny Starego Dworu, który był siedzibą władców Wołoszczyzny. Nie jest to najbardziej atrakcyjne miejsce w Bukareszcie, ale warto je zobaczyć, bo to od tego miejsca zaczęła się stołeczna funkcja Bukaresztu. A miasto zawdzięcza to niejakiemu Władowi Palownikowi, znanemu szerzej jako Dracula, który właśnie tu zbudował jedną ze swych siedzib. Ruszamy więc dalej, przez przecinającą starówkę Strada Selari, po drodze mijając fajne knajpki i reprezentacyjne, piękne budynki banku centralnego, muzeum narodowego i to, co w tej starówce jest chyba najfajniejsze, czyli świetnie zachowane kościoły i monastyry, często niespodziewane ukryte między blokami czy rzędem kamienic. Na pewno pozycją obowiązkową jest przepiękna Biserica Stravrapoleos. A stąd tylko krok do pięknego krytego żółtym szkłem pasażu Macca-Vilacrosse, gdzie wypijesz niezłą kawę bez obawy o zgniecenie przez tłumy bywalców (na samej starówce wieczorami tłok jest nie do zniesienia). Starówka nie jest duża, ale ładna, chociaż problem z nią jest taki, że to miejsce imprezowo-konsumpcyjne – tylko takie potrzeby jesteś tam w stanie zaspokoić. Ale jednocześnie…kurde, jest jednak potwierdzeniem tezy, że swego czasu Bukareszt nie bez kozery był nazywany "Paryżem Wschodu". To, co zachowało się i zostało dziś pieczołowicie odnowione, to jednak tylko cząstka klimatu sprzed lat – resztę strawiło trzęsienie ziemi i sam dyktator, który nakazał wyburzenie połowy starówki, aby zbudować tego pałacowego molocha. Następny punkt naszej wędrówki to świeżo odnowiony plac Uniwersytecki – centrum życia studenckiego i wszelkiego rodzaju ulicznych rozruchów. To tutaj studenci protestowali w 1989 roku przeciwko reżimowi Nicolae Caucescu, a kilka miesięcy później, po obaleniu dyktatora – gdy okazało się, że fatalna sytuacja nie uległa zmianie doszło do najbardziej haniebnego wydarzenia we współczesnej historii Rumunii. Plac Uniwersytecki To tzw. mineriada, czyli przyjazd kilkunastu tys. górników do stolicy, których na demonstrującą opozycję i studentów napuścił następca dyktatora Ion Iliescu (Swoją drogą, typ spod równie ciemnej gwiazdy jak Ceaucescu). Górnicy szybko spacyfikowali manifestacje, doszło do krwawych walk, w których zginęło kilkanaście osób. Wróćmy jednak do spaceru .Przechodzimy przez plac, po drugiej stronie widzimy modernistyczną bryłę Teatru Narodowego, a naprzeciwko coś, co przypomina piękny pałac. To jednak nie pałac tylko…szpital. A dokładnie szpital Coltea – najstarszy szpital w Rumunii, powstały w budynku po dawnym klasztorze w 1704 roku. Takie szpitale tu mają 🙂 Idziemy dalej w boczne uliczki – Strada Biserica Enei i Strada Academiei, by dojść do Placu Rewolucji. Dla Rumunów to miejsce szczególne, bo tutaj zaczęła się i zakończyła kariera Nicolae Ceaucescu. To tutaj w 1968 roku dyktator przeżywał szczyt swojej popularności, publicznie potępiając inwazję na Czechosłowację i promując doktrynę niezależności Rumunii, co przysporzyło mu ogromnej popularności wśród współziomków. I to ostatnie przemówienie z grudnia 1989 roku, gdy ponownie wspinał się na szczyty swoich oratorskich umiejętności, ale jego los był już przesądzony. Idziemy dalej do kolejnego dużego skweru Piata Romana i schodzimy w lewo do Bulevardul Dacia, gdzie pod numerem 20 mieści się La Placinte. Według Diany, która oprowadzała nas po Bukareszcie to jeden z fajniejszych lokali w mieście. Czemu? Bo nie jest bardzo drogo, bo w menu macie cały wachlarz dań kuchni rumuńskiej i mołdawskiej, a lokal zazwyczaj pęka w szwach. Ale stoliki zajmują nie turyści (którzy w to miejsce docierają raczej rzadko), tylko miejscowi, pałaszujący swoje ulubione specjały. Nie ma chyba lepszej rekomendacji na obiad, nawet jeśli czasem trzeba zaczekać kilka minut na wolny stolik. Jeśli napełniliście już brzuchy, to mamy do wyboru dwie opcje. Możemy albo iść dalej pieszo na północ ( co jest opcją raczej polecaną) albo wsiąść na Romana do metra i przejechać dwie stacje do przystanku Aviatoliror, znajdującego się na obrzeżach parku Herastrau. Tutaj dociera już mało która wycieczka, a naprawdę szkoda. Czemu? Co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze – po przejściu wzdłuż południowej pierzei parku naszym oczom ukaże się rumuński Łuk Triumfalny. Gdy już go zobaczycie, wejdźcie do parku od jego strony, a po chwili zobaczycie pamiątkowy pomnik Michaela Jacksona, do którego Rumuni mają wielki sentyment. A potem idziemy chwilę parkiem i docieramy do Muzeul Satului, czyli jednego z fajniejszych muzeów jakie zobaczycie. Satului to żywy skansen, w którym znajdują się domy, świątynie, zagrody, a nawet oryginalny zajazd – w sumie 272 historyczne budynki w większości przeniesione w oryginalnym stanie z innych części kraju. To pozycja obowiązkowa, zwłaszcza, jeśli nie byliście np. w Maramuresz czy Bukowinie na północy kraju. A na koniec – ten cholerny parlament… No dobra, przeszliśmy już wszelkie pomniejsze atrakcje Bukaresztu, teraz nadszedł czas, aby wyssać z ciebie wszystkie siły witalne. Nie, niestety nie żartujemy – tak na człowieka działa największa atrakcja tego miasta. Pałac Parlamentu to monumentalna budowla, ale czy warto wchodzić do środka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony widoki z tarasów widokowych na Bukareszt są naprawdę godne zobaczenia, fajna jest też reprezentacyjna sala balowa. Aby jednak zobaczyć te kilka ciekawych miejsc, trzeba przejść prawdziwą drogę przez małą mękę. A na czele tej męki stoi smutny pan lub równie smutna pani – przewodnik wycieczki, z ubraniem, gadką i poczuciem humoru jakby żywcem wyjętym z 1989 roku. Wszędzie to samo: korytarze, schody, wielkie puste sale. I tak do wyrzygania 😉 Tak, niestety Pałac Parlamentu można zwiedzać tylko w grupach z przewodnikiem. I jeśli chcecie się załapać na konkretną godzinę, lepiej wcześniej zarezerwować miejsce przez telefon. Ceny, godziny otwarcia i numer telefonu znajdziecie tutaj. Oczywiście, można też po prostu iść do kasy biletowej i spróbować kupić bilet z marszu, nie ma jednak gwarancji, że załapiemy się na wybrany program i zamiast po angielsku pan będzie do nas nawijał po rumuńsku. Sam pałac, jak wspomniałem już wcześniej, jest ciągle w budowie, choć przechodząc jego fragmentami wyraźnie widać, że już przydałby mu się generalny remont. Generalnie nasz przewodnik był strasznym nudziarzem, a jego anegdoty o tym, że kilkadziesiąt szwaczek szyło ten dywan przez miesiąc nie są zbyt zabawne. Podczas oprowadzania nie zabrakło też suchego żartu w stylu Karola Strasburgera. "Drodzy państwo, katedrę Sagrada Familia budują już 140 lat i końca nie widać. My budujemy parlament dopiero 30 lat, więc mamy jeszcze trochę czasu hehe". I to by było na tyle, jesli chodzi o część rozrywkową. To też widok z tarasu parlamentu. Na pierwszym planie park Izvor Wyraźnie też widać, że nasz przewodnik unika tematu Ceaucescu, być może słusznie wychodząc z założenia, że o zmarłych (choćby nie wiem jak źle traktowali swoich poddanych) mówi się dobrze albo wcale. Zabrakło mi więc kilku "anegdot", które doczytałem dopiero po zakończeniu wizyty. Np. tej, gdy podczas jednej z gospodarskich wizyt (jak każdy dyktator Nicolae chciał osobiście nadzorować każdy szczegół) bystre oko Towarzysza Nico dostrzegło, że freski na dwóch ścianach różnią się od siebie wielkością. Błyskawicznie zebrało się konsylium nadwornych artystów – zaczęło się mierzenie i skrupulatne sprawdzanie. I jak się okazało, Nicolae miał oczywiście rację – między jednym freskiem, a drugim były 2 cm różnicy. Cóż było robić? Błyskawicznie zdrapano całą ścianę i z pietyzmem zamalowano ją na nowo. Czy warto dla takich widoków męczyć się te 2,5 godziny? Wybór pozostawiam wam. Ale Bukareszt na pewno warto odwiedzić – nie jest to najpiękniejsze miasto świata, ale na pewno ma swój niepowtarzalny klimat. PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! W podróży Europa autor: Patrycja Fleiszer Bary na dachach, zjawiskowe księgarnie i ciasteczkowe spełnienie marzeń. Poznajcie Bukareszt z innej strony. Miłość nie od pierwszego wejrzenia W drodze z lotniska Otopeni do Bukaresztu można odnieść wrażenie, że samolot zawrócił, wylądował w Modlinie i właśnie wjeżdżamy do Warszawy od strony Młocin. Architektura równie nieciekawa, sporo kurzu i …ani jednej palmy. Czy aby na pewno jesteśmy na południu Europy? Zdecydowanie tak, o czym, co parę sekund przypomina nam kierowca taksówki: jedzie szybko i zwrotnie, jakby ścigał się na torze wyścigowym. Nie on jeden zresztą. Ograniczona do minimum ilość znaków drogowych niejednemu kierowcy Dacii pozwala puścić wodze fantazji i poczuć się gwiazdą F1. Warto przejechać się żółtą bukaresztańską taksówką, żeby tego doświadczyć. Ale to nie jedyny powód: w Bukareszcie, żeby zamówić taksówkę, należy wydrukować w specjalnym automacie paragon, a następnie wyczekiwać samochodu z numerem zgodnym z tym na wydruku. Płatność raczej gotówką. No dobrze, jesteśmy na miejscu. Na zdjęciu: Bukareszt jako miasto kontrastów; Aleja Zwycięstwa (Calea Victoriei) O Bukareszcie mówi się, że jest miastem kontrastów, które przejawiają się zwłaszcza w architekturze. Modernistyczne budynki stoją obok monumentalnych socrealistycznych gmachów, wymieszanych z bogatymi secesyjnymi kamienicami. Takie widoki nie powinny dziwić nikogo, kto wychował się po tej samej stronie żelaznej kurtyny. Rzeczywiście, można poczuć się trochę jak w domu. Ale nawet "wschodnioeuropejskie oko" zauważy to architektoniczne zróżnicowanie. I może nawet się z nim utożsami. Kiedy spacerowałam jedną z głównym ulic, Bulevardul Nicolae Bălcescu, miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie i wylądowałam gdzieś w latach dziewięćdziesiątych. Wszędzie wokół bloki i pojedyncze sklepy niby-zwiastujące początki kapitalizmu. Ale wystarczy skręcić w prawo i dojść do Calea Victoriei, żeby znaleźć się w całkiem innej rzeczywistości. Tutaj słonce świeci mocniej, jakby chciało jeszcze większym blaskiem rozświetlić ekskluzywne hotele, restauracje i sklepy znanych projektantów. Najlepiej gdyby świeciło tak, żeby nie było widać nieśmiało wyglądających zaniedbanych kamienic i bloków ozdobionych klimatyzatorami. Na zdjęciach od góry: Pomnik Odrodzenia (Plac Rewolucji); Pałac CEC (Aleja Zwycięstwa); Aleja Zwycięstwa i okolice starego miasta Stare miasto w Bukareszcie, jak wszędzie indziej, nastawione jest na przyjezdnych. Wąskie uliczki starówki to właściwie wyłącznie mieszanka kawiarni, irish pubów i klubów go-go. Nie da się nie zauważyć, że miasto nastawione jest na seksturystykę. Przygnębiający widok. Z tej strony Bukareszt objawia się trochę jak wampir z plastiku, który rano sprzedaje chińskie magnesy na lodówki, by wieczorem przemienić się w wąsatego drakulę łaknącego taniego seksu. Na szczęście, pod tą plastikową peleryną, miasto ukrywa prawdziwe skarby i pozwala spojrzeć na siebie inaczej… Na przykład z dachu! Bukaresztańskie knajpy i kluby na dachach przywodzą na myśl Petersburg, którego mieszkańcy również szczególnym upodobaniem darzą szczyty miejskich kamienic. 1) Nomad Skybar Jak sami o sobie mówią, ich dewiza to: Eat. Drink. Dance. Zachęcająca, podobnie, jak przyjemne eklektyczne wnętrze. Królują tu drewno, szkło i egzotyczne lampiony. Lokal okrywa szklany dach, dzięki czemu nawet zimą można cieszyć się światłem i widokiem na miasto. Jednak prawdziwej magii można doświadczyć w ciepłe wieczory, kiedy dach się rozsuwa, a my znajdujemy się tuż pod gwiazdami. Nie ma nic lepszego niż muzyka pod gołym niebem, dlatego zaczekajcie aż zbiorą się ludzie, a urocza knajpka zamieni się w klub. Co zjeść: Jak przystało na prawdziwego koczownika, Nomad Skybar oferuje kuchnię niemal z całego świata. Wybór dań z menu uprzyjemniają flagi dodane przy każdej pozycji. Do wyboru między innymi dania kuchni: hiszpańskiej, greckiej, włoskiej, portugalskiej i oczywiście, rumuńskiej. Wybór jest naprawdę szeroki: od hummusu po sznycel. Cokolwiek wybierzecie, warto spróbować jednego z rumuńskich win dostępnych w karcie. Wieczorem możecie wpaść potańczyć albo wypić lampkę wina słuchając koncertu jazzowego. Mieszanka imprez jest równie szeroka jak menu. W końcu to obieżyświat! Na zdjęciach od góry: Nomad Skybar; Linea/ Closer To The Moon; Skybar Dorobanti 2) Linea/ Closer To The Moon Zmęczeni zwiedzaniem, możecie skręcić z głównej ulicy i znaleźć się na kolejnym niesamowitym dachu. Jeśli będziecie mieć szczęście, wjedziecie na górę windą, jeśli nie, czeka Was prawdziwa wyprawa na szczyt. Po paru dobrych minutach wchodzenia, podwójnie docenicie swój wysiłek i widok. Ten ostatni jest dobry, o ile nie będzie tłoku. W przeciwnym razie pozostanie Wam oglądanie... pracowników wieżowca. Albo patrzenie sobie w oczy. Bar robi wrażenie zwłaszcza zimą, kiedy każdy ze stolików zamienia się w małe igloo. Idealne miejsce na romantyczną randkę albo kolację z przyjaciółmi, jako nagrodę po całodziennym zwiedzaniu. Zamknięta przestrzeń daje poczucie prywatności i sprzyja relaksowi. Co w kuchni? W menu sky baru królują grillowane mięsa, ale w nietypowej oprawie, np. pierś z kaczki pistacjami i purée z selera i karmelizowanej cykorii. Wieczorem robi się głośno. 3) Skybar Dorobanti "Ground Control to Major Tom" – to była moja reakcja na wnętrze knajpy. To miejsce nie z tej planety. Wszystko jest mieszanką bieli i szkła. Białe ściany, stoły i krzesła. Do tego szklany składany dach, szklana ściana, po której spływa woda i sztuczna rzeczka na podłodze. Nad głowami kule, planety i cały układ słoneczny. Dobre miejsce dla fanów międzygalaktycznych wypraw. Po długiej nocy warto zejść na ziemię i odwiedzić przepiękne bukaresztańskie księgarnie. 4) Diverta Concept store powstały w 2019 roku, księgarnia i sklep papierczny w jednym. Kupicie tu książki (także po angielsku, ale oferta nie jest powalająca), pamiątki i lokalne alkohole. A nawet jeśli nic nie kupicie, zachwyci was wnętrze. Na uwagę zasługują niezwykłe ekspozycje produktów, np. ułożone kolorami długopisy, które tworzą tęczową instalację. Warto zajrzeć. Zwłaszcza z dziećmi, będą zachwycone! 5) Cărturești Carusel Z ciekawymi miejscami w Bukareszcie jest trochę, jak z tamtejszą architekturą – za brzydką fasadą ukrywają się prawdziwe cuda. Krążąc między uliczkami z wszechobecnymi barami go-go, skręćcie w Strada Lipscani i zanurzcie się w magicznym świecie książek. Cărturești Carusel na żywo jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Księgarnia powstała w starej kamienicy i zajęła całą jej przestrzeń. To prawdziwa kraina czarów z fantazyjnymi schodami i szklanym dachem. To sześć niezwykłych pięter, na których znajdziecie tysiące książek i lokalne wyroby. Na zdjęciu: Instalacja z kolorowych długopisów w księgarni Diverta A w przerwie od zwiedzenia (i czytania) możecie wejść na ostatnie piętro i napić się kawy w tamtejszej kawiarni. W księgarni kupicie książki po angielsku, w tym przekłady dzieł rumuńskich pisarzy. Wieczorami zdarzają się mini koncerty, których przyjemnie słucha się w niezwykłej przestani. Na zdjęciach: zachwycające wnętrza Cărturești Carusel. 6) Cărturești Modul To miejsce zauroczy fanów malarstwa, achitektury, designu, filozofii oraz… kolorowanek (np. Art Masterclass with Wassily Kandinsky, która podczas mojej wizyty w księgarni, była równie dobrze wyeksponowana, co album Victora Braunera). Księgarnia Modul znajduje się na przeciwko sławnej ulicy parasolek (Pasajul Victoria), w budynku Uniwersytetu Architektury i Urbanistyki "Ion Mincu”. To 180 m2 powierzchni wypełnionej pięknie wydanymi książkami. Do tego minimalistyczne jasne wnętrze, kawiarnia ogródkiem i szklarnia. To miejsce, w którym świat akademicki przecina się z miejskim, ale bez niepotrzebnego zadęcia. Możecie spotkać tu architektów, studentów i wiele innych ciekawych osób. Duży wybór literatury po angielsku sprzyja wymianie myśli. Nie chce się wychodzić. Na zdjęciach: Księgarnia Modul to obowiązkowy punkt na mapie moli książkowych. 7) My Romanian Store Oryginalnych pamiątek możecie poszukać na pchlim targu znajdującym się w historycznym pałacu Palatul Bursei (w latach 1955-2008 budynek był siedzibą Biblioteki Narodowej Rumunii). Na małych stoiskach znajdziecie biżuterię i antyki (sporo z czasów komunizmu). Prawdziwe lokalne wyroby i krótka lekcja kultury Rumunii czekają Was w sklepie My Romanian Store. Znajdziecie tam ceramikę, poduszki, a nawet folkowe ubrania! Wszystkie rzeczy tworzone są przez lokalnych rzemieślników w małych, rodzinnych manufakturach. Obsługa sklepu chętnie opowiada o przedmiotach, a do zakupu dołącza karteczkę z nazwą pracowni i krótką notką o regionie, z którego pochodzi produkt. Na zdjęciu: folkowe pamiątki znajdziecie w My Romanian Store. Na koniec coś dla ciała. 8) Gioelia Cremeria Italiana Jeśli jesteście na diecie, szerokim łukiem omijajacie Strada Franceză, bo z pewnej magicznej cukiero-lodziarni wyjdziecie o parę(set) kalorii grubsi. Miejsce zniewala ilością smaków lodów naturalnych, które są przygotowywane codziennie na miejscu i powstają na bazie organicznego mleka oraz owoców. Do tego aromatyczna kawa, puszyste ciasta i kremowe torty. Po prostu pycha! Na zdjęciach: lodów i ciastek z Gioelia Cremeria Italiana po prostu trzeba spróbować! To sieć, więc kaloryczne zło czyha na Was jeszcze w kilku miejsach! Zdjęcia: Shutterstock/ materiały prasowe/ archiwum prywatne Polecamy W podróży W podróży Citybreak w Europie: Budapeszt, Praga, Bukareszt, Wiedeń W podróży Europa Po zdrowie do naturalnego spa: Czechy, Słowacja, Litwa, Rumunia, Słowenia i... Lądek Zdrój Nie trzeba lecieć aż na Bali, by odpocząć i zregenerować ciało w naturalny sposób. Od kuchni Restauracje Hotele i spa STYLOWE I KULTOWE: kawiarnie i bary hotelowe Warszawa, Rzeszów, Sopot, Wrocław Wpadamy tu na ciastko i koniaczek. W podróży Europa Najciekawsze miejsca w Chorwacji: piękne wyspy i zabytki wpisane na listę UNESCO Chorwacja to miejsce, w którym jest wszystko by spędzić idealne wakacje: plaże, bujna przyroda, piękne wyspy i miasteczka kryjące w sobie wiele niespodzianek. Najciekawsze miejsca to wyspy Chorwacji i zabytki z listy Unesco. W podróży Europa Włochy: Bari i okolice – tu Włosi spędzają wakacje 5 miejscowości, które musicie odwiedzić, jeśli uważacie, że znacie Włochy. W podróży Europa Burgundia: co zobaczyć i gdzie degustować wino Szybki wypad na przedłużony weekend z winem w roli głównej. Dzieje się Restauracje 100 proc. wegańska cukiernia w Warszawie Lokal Dela Krem udowadnia, że słodycze mogą być… zdrowe. W podróży 6 powodów, dla których warto wybrać się do Mediolanu Co zobaczyć podczas Milan Design Week? Zostań z nami Zapisz się do Newslettera

co warto zwiedzić w bukareszcie