Hodowla trzody chlewnej, bardzo często błędnie nazywana chowem, produkcją, tuczem świń, jest to szereg działań zmierzających do uzyskania zwierząt o genotypie, który umożliwia wykazywanie przez te osobniki wartości użytkowej (tucznej, rzeźnej, rozpłodowej) na określonym, oczekiwanym poziomie.
W produkcji trzody chlewnej wyróżnia się dwie formy organizacyjne: cykl zamknięty oraz otwarty. W gospodarstwach prowadzących produkcję w cyklu zamkniętym odbywa się pełny cykl produkcyjny, tzn. od rozrodu do tuczu. W takich fermach celem końcowym jest produkcja tuczników, i utrzymuje się wszystkie grupy technologiczne.
Hodowla drobiu. +48 53 832 47 35. Hodowla świń. Budowa ferm trzody chlewnej. Chłodzenie dla chlewni. Karmienia dla macior. Kojce dla macior. Tuczarnie dla trzody chlewnej. Ogrzewanie dla chlewni.
Zgodnie ze strategią rozwoju agroholdingu KSG Agro, hodowla trzody chlewnej jest jednym z dwóch priorytetowych obszarów rozwoju wraz z uprawą roślin. Historia hodowli trzody chlewnej KSG rozpoczęła się w 2011 r., kiedy agroholding nabył 50% udziałów w kompleksie hodowlanym we wsi Nywa Trudowa (rejon apostołowski, obwód
Hodowca Trzody Chlewnej 7-8/2019. W numerze:Strefy oraz obszary związane z występowaniem ASF w PolsceBiodostępność fosforu rola fitazy.. 13,00 zł
Odkryj 13 wyników dla zapytania: Hodowla trzody chlewnej • mazowieckie, warszawski zachodni, Ożarów Mazowiecki • Skorzystaj z bazy polecanych firm • Poznaj oferty • Porównaj opinie o firmach ☎ Sprawdź dane kontaktowe • pkt.pl
. Jarosław Saldat z Dworzyska w powiecie świeckim utrzymuje w gospodarstwie około 25 macior, choć był czas, gdy ich liczba wzrosła do 35 sztuk. Jednak brak opłacalności zmusza gospodarza do ograniczania produkcji, do której i tak trzeba dopłacać. Liczy na dofinansowanie do loch mające objąć samice, które wyproszą się od połowy listopada 2021 roku do końca marca 2022 roku, jednak w jego przypadku kilka loch nie udało się pokryć, powtórzyły ruję, więc i tak wyproszenia wypadłyby po tym terminie. Dlatego rolnik zdecydował się odesłać je do rzeźni, aby nie ponosić dodatkowych kosztów. – Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby do wyliczeń wzięto wyproszenia z ostatnich kilku miesięcy ubiegłego roku. Przecież każdy rolnik dokonuje zgłoszenia urodzonych sztuk. Zapobiegłoby to ewentualnym nadużyciom i kombinacjom, a przede wszystkim realna pomoc mogłaby być wypłacona już w pierwszych miesiącach bieżącego roku. My naprawdę nie mamy już środków, żeby przetrwać wiele kolejnych miesięcy, zanim to dofinansowanie do nas trafi – tłumaczy Jarosław Saldat. W gospodarstwie utrzymywany jest jeden knur, obecne rasy duroc, wykorzystywany do krycia. Gospodarz liczy każdą złotówkę i, jak twierdzi, sporo zaoszczędza, nie kupując nasienia, ponieważ utrzymanie rozpłodnika wychodzi taniej, a koszt jego zakupu, nawet jeśli wynosi powyżej tysiąca złotych, szybko się zwraca. Wszystkie pasze w gospodarstwie są wytwarzane na bazie koncentratów oraz własnego zboża i zadawane ręcznie do koryt Dziś hektar ziemi kosztuje tyle co 150 tuczników Zobacz także Jarosław Saldat rodzinne gospodarstwo przejął w 1999 roku. Wówczas jego rodzice mieli 30 ha ziemi. Dziś pomimo 63 ha własnych i 17 ha dzierżawy budżet się nie spina. Głównie dlatego, że od bardzo dawna trzeba dokładać do produkcji świń. – W 2004 i 2005 roku dokupiłem trochę gruntów i dzięki temu mamy dziś ponad 60 ha własnych. Kiedyś relacje cenowe były zupełnie inne. Hektar ziemi można było kupić za równowartość kilkunastu tuczników. Dziś, gdy ziemia jest znacznie droższa, a świnie tanie, hektar kosztuje tyle co 150 tuczników! – ubolewa rolnik. Ten produkt może Ciebie zainteresować Koszulka dziecięca ze zwierzętami – Tygodnik Poradnik Rolniczy Płacisz tylko 29,99 złCena regularna 39,99 zł SPRAWDŹ Gospodarz stara się inwestować w maszyny, ale z rozsądkiem. Przede wszystkim kupuje je od polskich producentów, ewentualnie używane. W 2020 roku wziął kredyt na zakup pięciu maszyn rolniczych w kwocie 340 tys. zł, na który dostał dofinansowanie. Jednocześnie, zgodnie z warunkami przyznania pomocy, zobowiązany został do zwiększenia areału. Tym samym gdyby trudna sytuacja go zmusiła, nie może teraz sprzedać ziemi, aby spłacić aktualne zobowiązania. Choć, oczywiście, nie chciałby tego robić, ponieważ czuje się związany z rolnictwem i marzy jedynie o tym, aby spokojnie gospodarować. – W naszej okolicy ziemi brakuje. Jakiś czas temu udało mi się kupić 3 ha, ale także musiałem wspomagać się kredytem. Na wydzierżawienie też nie ma chętnych. Grunty należące do dawnych spółdzielni, zamiast być rozdysponowane do sprzedaży lub dzierżawy rolnikom, trafiają w całości w ręce dużych dzierżawców. Ten, który ma już tysiące hektarów, dostaje kolejnych kilkaset, a my nie mamy szans nawet na kilka – żali się rolnik. Jak podkreśla, zbliża się wiosna, trzeba będzie płacić za nawozy i nie wiadomo, skąd brać na to pieniądze. Tym bardziej że druga transza dopłat bezpośrednich na razie nie jest wypłacana. Dopłaty do zakupu materiału siewnego też, póki co, są odroczone. – Nasza przyszłość jest stale niepewna. Nie oczekujemy dużych zysków, ale chcielibyśmy, żeby było nas stać na opłacenie faktur i zakupionych maszyn. Bardzo się cieszyliśmy, kiedy komisarzem do spraw rolnictwa w Unii Europejskiej został Janusz Wojciechowski. Pokładaliśmy w nim duże nadzieje. Tymczasem nie zrobił kompletnie nic dla polskiego rolnictwa. Nie byłbym w stanie wymienić choć jednej jego zasługi. Z ministrów rolnictwa jedynie Krzysztof Ardanowski chciał rozmawiać z rolnikami, wysłuchać nas i przynajmniej spotykał się z nami w kryzysowych sytuacjach – uważa Jarosław Saldat. Prosięta w wydzielonym legowisku dogrzewane są promiennikami i przebywają przy maciorze nawet do 7. tygodnia życia Prosięta długo przy maciorach Maciory w gospodarstwie Saldatów utrzymywane są w starych zmodernizowanych budynkach, natomiast odchów prosiąt oraz tucz odbywają się w chlewni wybudowanej w 2003 roku, w której jest 20 kojców po 15 stanowisk każdy. Wszystkie zwierzęta przebywają na płytkiej ściółce, co wymaga dużych nakładów pracy, ale zdaniem gospodarza świnie mają dzięki temu większy komfort. Prosięta przy maciorach dogrzewane są jedynie promiennikami, ponieważ ściółka izoluje je od podłoża. Maciory wypraszają się po 5 sztuk i mają pełną swobodę ruchu w kojcu porodowym. Prosięta mogą natomiast przechodzić do wydzielonej strefy legowiskowej. Odsadzane są w 7. tygodniu życia, a dokarmiane paszą stałą od 2. tygodnia. Jedynie pasze dla prosiąt, aż do momentu odsadzenia, to gotowe mieszanki granulowane. – Pierwsze tuczniki z nowej chlewni ponad 18 lat temu sprzedawałem po 2,8 zł za kilogram i była jako taka opłacalność. Teraz nie starcza na pokrycie kosztów pasz, chociaż przygotowujemy je sami w gospodarstwie na bazie koncentratów, żeby było taniej. Dziennie zużywam 600 kg paszy. Przy stawce minimum 1,5 zł/kg to wychodzi w miesiącu około 27 tys. zł. Tymczasem za sprzedanych ostatnio 15 tuczników dostałem 6 tys. zł netto. W miesiącu odstawiam ich do rzeźni około 40 i nijak się to nie bilansuje – wylicza gospodarz. Lochy karmiące utrzymywane są na płytkiej ściółce i mają możliwość swobodnego poruszania się Tradycyjny system wymaga nakładu pracy Wszystkie zwierzęta mają podawaną do koryta serwatkę kupowaną w Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita. Oprócz zakwaszenia przewodu pokarmowego dostarcza ona wielu witamin i wpływa na apetyt. Zdaniem rolnika świnie lepiej się po niej czują i nie chorują, a piją ją bardzo chętnie. Rocznie zużywa on około 200 tys. litrów serwatki. Zatrudnia też jednego pracownika, z którym jest związany od kilkunastu lat. Pomoc jest potrzebna, ponieważ sam przygotowuje pasze dla zwierząt i zadaje je ręcznie. Poza tym konieczne jest usuwanie obornika, rozścielanie słomy i prace polowe na około 80 ha ziemi. Trudno jest jednak opłacać obsługę, nawet po najniższej krajowej, kiedy samemu się nie zarabia. Jak podkreśla Jarosław Saldat, wciąż utrzymuje jeszcze świnie, ale już od dawna musi traktować to zajęcie jako hobby, ponieważ nie czerpie z niego zysków, a ponosi jedynie koszty. Wielokrotnie zastanawiał się nad podjęciem pracy, tym bardziej że specjalizuje się też w naprawach używanych maszyn rolniczych. Po wyremontowaniu z powodzeniem służą mu w pracy. Dzięki temu udaje się wytrwać przy produkcji trzody chlewnej. Jednak staje się to coraz trudniejsze. – Ciągniki, które mam w gospodarstwie, także były kupione jako używane i przeze mnie wyremontowane. Nam wystarczają, ale wszystkie razem są warte mniej niż jeden nowy, którym trudno byłoby wykonać ogrom zajęć w gospodarstwie. Miałem propozycje pracy, ale nie da się tego pogodzić z utrzymaniem świń. Jeśli nikt w tym kraju w porę się nie obudzi, to rolnicy zlikwidują trzodę chlewną i zajmą się czymś, co pozwoli im utrzymać rodziny, ale wtedy będzie już za późno. Wszyscy będziemy zmuszeni do kupowania w sklepach tego, co nam przywiozą zakłady mięsne z zagranicy. Nie będziemy mieli wpływu ani na jakość, ani na cenę – mówi rolnik. Jarosław Saldat wraz z żoną Ewą prowadzą gospodarstwo w Dworzysku w powiecie świeckim. Uprawiają rzepak, jęczmień ozimy, pszenicę i żyto. Zboża zebranego po żniwach starcza do kwietnia, resztę trzeba dokupić, aby przygotować pasze dla świń. Do mieszanek gospodarze dodają koncentraty białkowe. Produkują trzodę chlewną w cyklu zamkniętym i sprzedają rocznie około 550 tuczników. Sprzedaż odbywa się na wagę żywą przy masie ciała 115 kg. Pan Jarosław w wolnych chwilach remontuje używane maszyny rolnicze, które później służą mu do pracy. Na zdjęciu z synem Mateuszem przy ursusie z 1956 roku. Naprawa takich ciągników jest jego pasją, a ten egzemplarz dopiero czeka generalny remont i doprowadzenie do stanu użyteczności. Oprac. Natalia Marciniak-Musiał na podstawie artykułu Dominiki Stancelewskiej pt. Idzie wiosna, a opłacalności i pomocy brak, który ukazał się w Tygodniku Poradniku Rolniczym 6/2022 na str. 40. Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, już dziś wykup dostęp do wszystkich treści na TPR: Zamów Dominika Stancelewska
Tu nie można mówić spokojnie. Ciągnęliśmy to, do tego roku. To fatalny rok. Mamy pełne chlewnie i nie możemy sprzedać świń - mówił Jarosław Wojtaszak hodowca świń z Lubelszczyzny. Jarosław Wojtaszak, AGROunia rolnik z Lubelszczyzny, 2,5 roku obecnie w strefie czerwonej, teraz już różowa – tak przedstawił się jeden z uczestników sejmowej komisji rolnictw. Opowiadając na posiedzeniu o realiach funkcjonowania w strefie ASF i obecnym wsparciu finansowym, kierowanym do hodowców świń. - Dlaczego tak mało wniosków złożonych jest? Dlatego, że osoby, które pracowały, one pominęły rodzime hodowle. Hodowle, tam gdzie są lochy, produkcja prosiąt zostały całkowicie pominięte w tym wsparciu, chodzi mi o wyrównanie utraconego dochodu. Proszę państwa, rolnik, który zostanie objęty strefą czerwoną, nawet jeśli nie trafi w strefę zagrożoną czy zapowietrzoną, to on traci odbiorców. Ja jestem doskonałym tego przykładem. Zmuszony zostałem do tuczu. Z drugiej strony, jakoś to będzie, przetrwam to. Okazuje się, tu są specjaliści, którzy pomagali tworzyć ten kalkulator, nie wiem kto, ale na pewno nie hodowcy, którzy mają cykle zamknięte i produkcje prosiąt. Dlatego, że nie zgodziliby się na takie wsparcie. To jest wsparcie typowo dla cyklu otwartego i tuczu. Tam można sobie regulować, kombinować, pozwalać sobie na pewne elementy, które poprawią wyniki obliczenia. Ale przy cyklu zamkniętym, gdzie jedna maciora goni drugą, gdzie prosiak musi być przesuwany w cyklach co trzytygodniowych, tygodniowo, czy pięciotygodniowo – to zależy od rodzaju produkcji. Przy tuczu jest niemożliwe „kombinowanie”. W cyklu zamkniętym przesuwanie sprzedaży nie jest możliwe, dlatego, że mamy ograniczoną ilość budynków i ograniczoną ilość pomieszczeń. W kalkulatorze jest taka zasada: musisz sprzedać taniej, niż sprzedawałeś wcześniej. Powiedzcie mi państwo jak to jest możliwe? Sprzedam tucznika za 3 zł/kg, mam 300 zł. Średnia sprzedaż prosiaka, którą miałem była 200 zł/szt. Czy ktoś może mi odpowiedzieć, dlaczego porównywany jest tucznik do prosiaka? Hodowca mówił także o handlu zwierzętami pomiędzy strefami i trudnościach, które z tego powodu wynikają, nawet jeśli potencjalni kontrahenci są zlokalizowani blisko siebie. - 50 m za domem miałem strefę. 100 metrów ode mnie znajdował się gospodarz, który chciał kupić, przez 2 lata nie mogłem do niego sprzedać. Dopiero po jakimś czasie wytyczne GIW się zmieniły, że można było przemieszczać. Ja nie mogłem 100 m dalej przesunąć tych prosiąt, bo byłem zamknięty. A co teraz, jeśli robicie strefę czerwoną i w około niebieską? Przecież z tej strefy rolnik nie sprzeda. Wyrównanie mu się nie należy. Próbowaliśmy to wytłumaczyć, że produkcja prosiąt w cyklu zamkniętym i otwartym prosiąt jest całkowicie pominięta. Jeśli trafimy do strefy czerwonej, od samego początku jedziemy na stracie. Ten kalkulator nie jest stworzony dla polskiej produkcji. Tu nie można mówić spokojnie. Zapytajcie Radka, który mieszka ode mnie 40 km, zapytajcie Przemka, który mieszka 70 km, wszyscy jesteśmy hodowcami prosiąt w tej samej sytuacji, którzy zostali w okolicy. Ciągnęliśmy to, do tego roku. Ten rok jest fatalny. Połączenie tragicznej sytuacji ASF, gdzie 30 proc. krajowej produkcji wpada w czerwoną strefę, gdzie każdy zastanawia się skąd wziąć pieniądze na spłacenie rat. Mając jednocześnie świnie, stada, pełne chlewnie, nie mogąc ich sprzedać, a kolejne chlewnie rosną z prosiakami. Przecież ci ludzie od razu wypadają z dofinansowań. Ja sobie nie wyobrażam jednej rzeczy, wy swoimi pomysłami, ich brakiem powodujecie, że górka mięsa w Polsce rośnie. W ciągłej sprzedaży, co kilka tygodni w cyklu produkcji prosiąt, wyrównanie strat po roku nie ułatwia utrzymania się na rynku. - (...) A my pchamy się w nie wiadomo jakie pomysły i dajemy ludziom po roku wyrównanie. Przepływ gotówki w moim gospodarstwie jest trzytygodniowy, tak jak cykl. Jestem 3 lata w strefie i dopiero pierwszy rok, jak mi się wyrównanie należało i pierwszy raz mogłem złożyć wniosek. I dlatego tak mało jest tych wniosków złożonych. Na koniec września było 673, rozpatrzonych 77, 61 wypłaconych. Na 200 wniosków złożonych w Lubelszczyźnie było tylko 7 rozpatrzonych na koniec września. Czy wy byście się zgodzili na utratę pensji na rok czasu, pracowanie charytatywnie? © Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
1 grudnia 2015, Wojciech Petera Hodowcy trzody chlewnej przecierają oczy ze zdumienia, widząc, jakie ceny oferuje się im w skupach za tuczniki. Żywiec w skupach zaczyna się już nawet od 3,30 zł/kg, a maciory od 1,80 zł/kg. – Tak źle to jeszcze nie było. Naszych kabanów nikt nie chce, bo na rynku pojawiły się znacznie tańsze świnie z Finlandii. A my nie możemy przecież sprzedawać poniżej kosztów produkcji. Dlaczego tak się dzieje nikt nie potrafi nam wytłumaczyć, a na dodatek, chyba żeby nas rozdrażnić, ministerstwo daje dotacje na rozbudowę chlewni. To skandal, żeby Polska z eksportera trzody chlewnej – jednego z największych w Europie – stała się w krótkim czasie jej importerem – pomstuje Leszek Kolaska, hodowca z Kociewia na Pomorzu. Naszych kabanów nikt nie chce, bo na rynku pojawiły się znacznie tańsze świnie z Finlandii. Inni hodowcy w całym kraju są podobnego zdania. I pukają się w głowę, jak mogli dopuścić do sytuacji, w której, aby kupić prosięta z polskiej hodowli, trzeba się dobrze naszukać. Wszędzie oferują duńskie. – Wprawdzie kiedyś były też lepsze i gorsze czasy, ale nigdy jeszcze nie było tak źle jak teraz. Nie dosyć, że niska cena to jeszcze ten Afrykański Pomór się przyplątał i na wschód nie można eksportować – narzekają hodowcy. W Polsce z roku na rok spada produkcja trzody chlewnej. Jak podaje GUS, pogłowie trzody chlewnej w kraju w dniu 1 czerwca br. wyniosło 11,64 mln i było o 84 tys. sztuk mniejsze niż przed rokiem. Co będzie dalej?
Hodowla trzody chlewnej była kiedyś istotnym segmentem polskiego rolnictwa. Dzisiaj jej potencjał nie jest w pełni wykorzystywany, czego powodem są duże wahania cen żywca oraz rozdrobnienie i brak profesjonalizacji gospodarstw. Aby poprawić efektywność polskiej hodowli powstał program Gobarto 500, którego celem jest odbudowa rynku produkcji mięsa wieprzowego w najnowszych danych wynika, że sytuacja na rynku trzody chlewnej jest dobra, a wieprzowina króluje na polskich stołach. Jak podaje GUS, Polacy zjadają jej ok. 41 kg rocznie, przedkładając ten rodzaj mięsa nad drób i wołowinę. Jednak okazuje się, że 30% spożywanego przez Polaków mięsa wieprzowego pochodzi z importu. Tak duży udział zagranicznych dostawców powoduje, że polski rynek jest uzależniony od zawirowań za granicą. Spadek lub wzrost cen w innych krajach Unii Europejskiej, Chinach czy USA nie pozostaje bez wpływu na nasz krajowy proces skupu. Standaryzacja oraz profesjonalizacja procesu tuczu trzody chlewnej może spowodować, że polskie gospodarstwa będą mniej podatne na wahania zagranicznych rynków. Koncentracja produkcji jest szansą na zwiększenie udziału polskiej wieprzowiny w światowym hurcie. Obecnie ceny trzody chlewnej są najwyższe od 5 lat. Ich wysoki poziom utrzymuje się od początku 2017 r., a jedynie w lutym ceny lekko spadły względem poprzedniego miesiąca. Jednak szacuje się, że w najbliższym kwartale ceny się obniżą, choć daleko im będzie do najniższych poziomów w historii. Duże wahania cen mogą niepokoić obecnych rolników oraz tych, którzy chcieliby się zaangażować w produkcję trzody chlewnej. - Podczas gdy polski, rozdrobniony i mało profesjonalny rynek produkcji wieprzowiny kurczył się, nasi zachodni sąsiedzi postawili na koncentrację produkcji i jej wysoką jakość. Jak pokazują prognozy OECD światowy rynek konsumpcji mięsa wieprzowego wzrośnie w latach 2012-2021 o 13%. Wprowadzenie niezbędnych rozwiązań w zakresie tuczu trzody chlewnej wpłynie pozytywnie na opłacalność produkcji wieprzowiny. Dziś najniższe koszty produkcji osiągają rolnicy z Hiszpanii, Danii, Belgii czy Niemiec i chcielibyśmy, żeby wkrótce do tego grona dołączyli polscy hodowcy, dlatego zdecydowaliśmy się uruchomić Gobarto 500 – mówi Paweł Spyrka, dyrektor ds. rozwoju trzody chlewnej. Spółka Hodowca Gobarto 500 to inicjatywa polegająca na budowie na gruncie rolnika budynku inwentarskiego na 2000 sztuk trzody chlewnej. Tuczone będą w nim zwierzęta dostarczone przez firmę Gobarto, a następnie odebrane po osiągnięciu ustalonej wagi ubojowej. Taki sposób produkcji gwarantuje jej powtarzalność, a co za tym idzie, wpływa na lepszą jakość surowca i większą opłacalność hodowli. Rolnik, który dołączy do programu, otrzyma wysokie miesięczne wynagrodzenie, dostęp do nowoczesnych technik produkcji, wsparcie merytoryczne na każdym etapie oraz opiekę weterynaryjną. Będzie to także szansa na rozwój własnego gospodarstwa poprzez budowę nowoczesnego budynku inwentarskiego. Istotne jest, że bez względu na koniunkturę na rynku rolnik otrzyma stałe wynagrodzenie za pracę włożoną w tucz każdy hodowca uczestniczący w programie weźmie udział w szkoleniach organizowanych w ramach Akademii Rolnika, podczas których zdobędzie specjalistyczną wiedzę dotyczącą nowoczesnych technik tuczu. Warto dodać, że Gobarto zaprasza do programu zarówno doświadczonych rolników, jak i tych, którzy nie zajmowali się dotąd hodowlą zwierząt. Więcej informacji na temat programu Gobarto 500 można znaleźć na stronie internetowej:
Warunki hodowli trzody chlewnej – w teorii i praktyce, fot. @Foca@ źródło: Warunki hodowli trzody chlewnej – z dniem 1 maja 2004 r. przepisy unijne stały się elementem prawa krajowego i wszyscy adresaci sformułowanych w nich norm mają obowiązek ich przestrzegania – także rolnicy w zakresie warunków hodowli trzody chlewnej. Prawo rolne oparte częściowo na przepisach unijnych, częściowo na przepisach krajowych, wprowadza minimalne standard w zakresie utrzymania trzody chlewnej. Praktyka pokazuje, że nawet minimum standardów nie jest jednak przestrzegane, choć od wejścia w życie przepisów minęło ponad 10 lat – to wystarczająco dużo, aby rolnicy mogli dostosować się do nowych norm. Warunki hodowli trzody chlewnej – minimalne standardy, czyli co? Rolnicy nie są świadomi, czy spełniają minimalne standardy hodowli trzody chlewnej, a nawet jeżeli doskonale je znają, traktują je z przymrużeniem oka. Przyzwolenie na łamanie podstawowych zasad hodowli trzody chlewnej nabiera charakteru powszechnego w polskim rolnictwie, czemu ostro sprzeciwiają się obrońcy praw zwierząt, słusznie powołujący się na przepisy ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz. U. z 2013 r., poz. 856) i Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 lutego 2010 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich, dla których normy ochrony zostały określone w przepisach Unii Europejskiej (Dz. U. z 2010 r., nr 56, poz. 344). Minimalne standardy można podzielić na wytyczne ustalone w liczbach oraz reguły hodowli trzody chlewnej ustalające nakazy bądź zakazy dla hodowców. = Rolnictwo – Sadownictwo – Ogrodnictwo – Ochrona Roślin – Maszyny Rolnicze – Nawozy – Środki owadobójcze – Hodowla zwierząt – Finanse i Prawo dla Rolnika Wytyczne ustalone liczbowo odnoszą się do: wymagań powierzchni kojca dla zwierząt utrzymywanych pojedynczo, albo grupowo szerokości otworów w podłodze szczelinowej szerokości beleczki w podłodze Reguły utrzymania świń odnoszą się natomiast do takich norm postępowania, jak: zakaz utrzymywania świń na uwięzi nakaz zaopatrzenia kojca w materiał umożliwiający budowę gniazda na 7 dni przed terminem proszenia nakaz odsadzania prosiąt najszybciej w 29. dniu życia nakaz zastosowania długotrwałego znieczulenia przy wykonywaniu zabiegu obcinania ogonków i kastracji po 7. dniu życia Wymienione normy postępowania to jedynie przykłady norm postępowania zaadresowanych do hodowców świń. Znacznie wyższe wymagania wprowadzono w odniesieniu do chowu ekologicznego świń, aby zapewnić im jak najwyższy standard dobrostanu. Minimalne standardy w praktyce czyli warunki hodowli trzody chlewnej Rolnicy w mniejszych gospodarstwach rolnych raczej nie mają problemu z przestrzeganiem minimalnych standardów wyznaczonych im przez prawo. Wynika to z faktu, że chów jest przeznaczony raczej na potrzeby gospodarstwa rolnego i ewentualnie lokalnej społeczności. Ze spełnieniem minimalnych standardów problem mają hodowcy przemysłowi, którzy są nastawieni na zysk i dążą do osiągnięcia jak najwięcej „towaru” przy jak najmniejszych nakładach i w jak najkrótszym czasie. Problem wypłynął już w 2012 r., kiedy zmieniono standardy w taki sposób, aby trzoda chlewna miała zapewniony dobrostan na wyższym poziomie. Komfortowe warunki hodowli świń nie spodobały się wielu hodowcom. Sankcją za niespełnienie wymogów jest odcięcie od dotacji, a także kary pieniężne nakładane przez inspekcję weterynaryjną. Minimalne standardy określone w ustawie o ochronie zwierząt oraz w rozporządzeniu w sprawie minimalnych warunków utrzymania poszczególnych gatunków zwierząt gospodarskich to obowiązki, które zostały nałożone przez ustawodawcę na rolników, aby zapewnić zwierzętom odpowiednie traktowanie i zapobiec nadużyciom. Nie oznacza to, że hodowca świń nie może zapewnić im lepszych warunków. Z taką postawą spotykamy się jednak rzadko, bo przy aktualnych cenach sprzedaży hodowców zwyczajnie na to nie stać. Tekst: Magdalena Lisek Post Views: 6 820
hodowca trzody chlewnej dawniej